Leonardo da Vinci – Lot wyobraźni

Leonrado da Vinci Lot wyobraźniJedna z przepowiedni – zagadek Leonarda brzmi: „Zjawią się olbrzymie postacie w kształcie ludzkim, a im bardziej będą się zbliżać, tym bardziej będą tracić ogrom”. Jej rozwiązaniem jest „cień rzucony nocą przez człowieka z lampą”. Charles Nicholl, autor książki „Leonardo da Vinci Lot wyobraźni”, woli wierzyć że rozwiązaniem zagadki jest sam Leonardo, do którego zbliża się w mroku z nadzieją, że jego wielkość zmniejszy się do ludzkich rozmiarów. „Olbrzymie” cienie są nie tyle złudzeniem, co efektem pewnego punktu widzenia. Kiedy podejdzie się do nich bliżej, wyłoni się człowiek, który je rzuca.

Z rękopisów Leonarda zachowało się ponad 7 tys. stron, tysiące innych prawdopodobnie przepadły i być może pewnego dnia wypłyną, jak przypadkowo odnalezione w 1967 r. dwa kompletne notatniki z Madrytu – zaginione traktaty o światłocieniu, znane jako Libro W. W Mediolanie z pamięci o Leonardzie wspomina się „mały notatnik, który zawsze dyndał mu u pasa”. Przejeżdżając w 1502 r. przez Cesenę zrobił szybki szkic zatytułowany „Oto jak w Cesenie noszą winogrona”. Leonardo przypominał reportera zapisującego spostrzeżenia, nakreślającego szkice w notesie, gdy tylko „pozwolą mu na to okoliczności”.

Kodeks LeicesterDominantą rękopisów Leonarda jest wszechstronność i bujna rozmaitość: ruch, natłok myśli i wielość zainteresowań, przez co trudno jest je datować. Da Vinci powtarzał się w rozmyślaniach, krążył jak drapieżny ptak wokół licznych interesujących go tematów, wracał do dawnych obserwacji i pomysłów, by dopracowywać je po latach. Mnóstwo ubocznych spostrzeżeń zawiera m.in. paryski rękopis MS C o świetle i cieniu, Kodeks Leicester o geofizyce, mały Kodeks Turyński o locie ptaków itp.

Leonardo przeprasza hipotetycznego czytelnika: „Nie wiń mnie, czytelniku, bo tematów jest mnogość, przeto pamięć nie może ich zachować i rzec: O tym nie pisz, bo już wcześniej napisałeś”. Niekiedy jego zapiski nabierają skondensowanej mocy poezji lub mało czytelnego haiku:

la luna densa ogni densa e gave come sta la lu (Gęsty księżyc wszystko gęste jest ciężkie: jaka jest natura księżyca?)

Rękopisy są swoistą mapą umysłu Leonarda – od krótkich, urwanych zdań i nagryzmolonych drobnym pismem obliczeń po systematyczne traktaty naukowe i ćwiczenia literackie. Ich szeroka tematyka, od anatomii do zoologii, obejmuje aerodynamikę, architekturę, badanie skamielin, botanikę, filozofię, hydrografię, inżynierię cywilną i wojskową, matematykę, mechanikę, muzykę, obserwowanie nieba, optykę, projektowanie kostiumów, robotykę, scenografię i uprawę winorośli. Nauki z nich płynące są takie, że nad wszystkim warto ślęczeć, wszystko należy kwestionować, badać, poddawać oględzinom i sprowadzać do zasad pierwszych. Leonardo stawiał sobie zadania zarówno wielkie, jak małe, począwszy od odpowiedzi na pytanie – jak powstają i znikają chmury, a skończywszy na opisaniu kichania, ziewania, zmęczenia, głodu, snu, pragnienia, pożądania czy nawet języka dzięcioła.

anatomist-heart, Leonardo_da_Vinci-anatomical_studies_of_the_shoulder

Kenneth Clark opisał Leonarda takimi słowami: był „najbardziej ciekawskim człowiekiem w dziejach”. Sam Leonardo, niewątpliwy empirysta, podpisuje się szumnie „Leonardo da Vinci discepolo della sperientia („uczeń doświadczenia życiowego” lub „uczeń eksperymentu”). Jego dociekliwość rozpoczyna się od tiku i nawyku kreślenia słowa – dimmi – „powiedz mi”. Natrętnie pyta domagając się odpowiedzi. „Powiedz mi, co”, „powiedz mi, jak”, „powiedz mi, dlaczego”.

Projekty Leonarda1

Traktat o malarstwie mówi, że obraz poprzez gesty przedstawionych na nim postaci powinien ukazywać „stany duchowe”. Notatki pełne są opisów o błahych i ważkich „stanach duchowych”, tworzących mieszankę żartów, szybko kreślonych rysuneczków, urywków poezji, przepisów, list zakupów, rachunków, obsad widowisk teatralnych, imion i adresów modeli itp. Mediolański Giovanni Paolo Lomazzo, pisarz, malarz, komentator i ekspert znał wykonawcę ostatniej woli Leonarda, Francesca Melziego, i czytał powierzone jego wyłącznej pieczy rękopisy lub odnotowywał takie, które potem zaginęły. Sprawia niekiedy trudności przedstawiając poglądy i informacje sprzeczne z tradycyjnymi studiami nad życiem i twórczością artysty, a utrzymując np., że Mona Lisa i Gioconda to dwa różne dzieła. Jest również pierwszym, który otwarcie mówił o homoseksualizmie Leonarda.

Mona Lisa

Leonardo da Vinci wbrew temu jak powszechnie się sądzi, nie zawsze wyglądał jak druid z długą białą brodą ze słynnego autoportretu z Biblioteca Reale w Turynie. Słownego miniportretu Leonarda dostarcza Anonimo Gaddiano: „Był wielce atrakcyjnym mężczyzną, kształtnym, grackim i przystojnym. Nosił krótką, różową tunikę do kolan w czasach, gdy większość ludzi chodziła w długich szatach. Miał piękne kręcące się, starannie utrefione włosy, opadające do połowy piersi”. Przypominał trochę dandysa. Tak go zapamiętał tajemniczy malarz zwany Il Gavina. Najbardziej wiarygodny autoportret mistrza około 60 roku życia jest również jego autorstwa, a wizerunek jest nieuchwytny jak on sam. Na pierwszy rzut oka widać osobliwą postać maga, Leonarda geniusza, na drugi – starca zapatrzonego we wspomnienia z odległej przeszłości. Profil ten stał się wzorem dla pośmiertnych wizerunków artysty w portretach XVI wieku. I tutaj nie ma mowy o brodzie.

DZIECIŃSTWO 1452-1466

Rodzina Leonardo di ser Piero da Vinci zawodowo była silnie związana z Florencją. Przypuszcza się, że narodziny dziecka z nieprawego łoża, jakim był Leonardo, dokonały się bardziej dyskretnie, w jednej z wiejskich toskańskich posiadłości rodziny, prawdopodobnie w Anchiano – 15 kwietnia w sobotę o godzinie około 22.30, natomiast chrzest 16 kwietnia w pierwszą białą niedzielę po Wielkanocy, w kościele Vinci – Santa Croce („Świętego Krzyża”). Zapisek o narodzinach wyszukał w archiwach florenckich w latach trzydziestych XX w. niemiecki uczony, dr Emil Möller i opatrzył go w postscriptum: „Viva il Führer! Viva il Duce!”, co raczej nie przysparza mu dobrej sławy.

Nieuchwytność postaci Leonarda obejmuje często świadectwa historyczne: dokumenty są niejednoznaczne, a fakty zamieniają się w zagadki. Wiadomo, że ród da Vinci był rodem notariuszy. Uprawiali sady i winnice, produkowali ceramikę – malowane wyroby z majoliki, a wypracowane zyski inwestowali w mienie. Antonio da Vinci – dziadek Leonarda niemal całe jego dzieciństwo był głową rodziny i właścicielem gospodarstwa w Costereccia, blisko Vinci. Ojciec nie pozostawił Leonardowi nic w testamencie, w przeciwieństwie do stryja Francesco pokątnie hodującemu dla zysku jedwabniki i doglądającego rodzinne gospodarstwa oraz winnice. Umierając bezpotomnie, zapisał swój majątek nieślubnemu bratankowi, przeciw czemu z zajadłością wystąpiły dzieci Pierra z prawego łoża. Z malarstwa i pisarstwa Leonarda płynie wielka miłość do wsi, jej obyczajów i atmosfery, mimo że większość dorosłego życia spędził w miastach, głównie z powodów zawodowych. O drugiej stronie rodu – matce i jej przodkach – niewiele wiadomo. W opowieści o latach kształtujących osobowość Leonarda matka tonie w głębokim cieniu, lecz oko patrzącego na jego obrazy, przyciągają lśniące plamy ciemności skrywające jakby jakąś tajemnicę.

leonardo-da-vinci-zwiastowanie

CATERINA

Ser Piero da Vinci – ojciec Leonarda, nie chciał lub nie mógł ożenić się z jego matką Cateriną. Przedstawia się ją często jako biedną plebejuszkę, „młodą chłopkę” lub „dziewkę służebną”. Wg jednej z wersji była córką drwala. Piero mógł też być zaręczony. W 1452 r., około 8 miesięcy po narodzinach Leonarda, ożenił się z 16-letnią Albierą, córką bogatego florenckiego notariusza. Brak imienia matki Leonarda w zeznaniach podatkowych z Vinci uznano za potwierdzenie jej niskiego stanu, choć mogło to również oznaczać, że pochodziła z innych stron. Wczesny i jedyny biograf Leonarda – Anonimo Gaddiano, stwierdza coś przeciwnego – „Zrodził się z matki dobrej krwi”. To on wyjawił jako pierwszy, że Leonardo jest dzieckiem z nieprawego łoża. Na karcie z rysunkami anatomicznymi Leonarda z około 1507 r. czytamy: „Mężczyzna, który odbywa stosunek niespokojnie, i gwałtownie, spłodzi dzieci popędliwe i niegodne zaufania, Lecz jeśli obie strony okażą sobie w czasie stosunku wielką miłość i pożądanie, dziecko zostanie obdarzone wspaniałym intelektem, będzie dowcipne, żywe i urocze”. Pogląd ten ma swoją tradycję w Szekspirowskim Królu Learze, gdzie bastard Edmund wypowiada się podobnie. Leonardo prawdopodobnie wiązał tę myśl z własnym poczęciem i drażliwymi dziećmi z prawego łoża młodszych przyrodnich braci. Wg zapisków Leonarda jego matka wyszła za mąż, a raczej „została wydana” za mieszkańca Vinci o przezwisku Accattabriga, co znaczy „ten, który szuka zaczepki”, „awanturnik”. Może też oznaczać żołnierza lub najemnika – w tym sensie „gwałtownika”. Pełne nazwisko męża Cateriny brzmiało Antonio di Piero Buti del Vacca. Przedstawiano go jako piecowego, zaś jego rodzinę o szczebel wyżej od dzierżawców rolnych. W ciągu następnych jedenastu lat Caterina wydaje na świat sześcioro dzieci.

WSPOMNIENIA

O Milvus Vulgaris – rudej kanii (orle) z rozdwidlonym ogonem, z okolic Mont’Albano: „Tak szczegółowe pisanie o kani wydaje się mym przeznaczeniem, gdyż najwcześniejsze wspomnienie z dzieciństwa mam takie, żem gdym leżał w kołysce, zdało mi się, iż sfrunęła do mnie kania i rozchyliwszy mi usta ogonem, kilkakroć trzepnęła mnie nim w wargi”.

Kania-Ruda

Spośród wszystkich latających drapieżników kanie najmniej obawiają się ludzi: są padlinożercami i lubią ciągnąć za wojskiem. Wg brytyjskiej sokolniczki Jemima Parry-Jones kanie „chwytają każdy łup, jaki im się nawinie” i „słyną z tego, że potrafią nagle spaść i porwać jedzenie z talerza”. W drugim zapisku o kaniach widnieje ludowe skojarzenie tego ptaka z zawiścią i zazdrością. Przewodnią myślą fragmentów jest odmowa rodzicielskiej miłości i obraz niepokojącej wrogości, gdy kania „dziobie” dziecko. Można domniemać, że chodzi o lęk przed matką karmicielką zmieniającej się w niszczycielkę lub lęk przed ojcem jako rywalem walczącym o jej uczucia. Kania wprowadza nas na pewno w sferę dziecięcych lęków i napięć.

Najciekawszego rozwiązania dostarcza „śnienie”, będące zapisem niespokojnych snów Leonarda: Ludziom zdawać się będzie, że widzą w niebie nieznane zniszczenia. Zdawać im się będzie, że wzlatują ku niebu i uciekają w strachu przed płomieniami, które stamtąd spływają. Usłyszą zwierzęta wszelakiego rodzaju, mówiące ludzkim językiem. Ich nieruchome ciała przemieszczać się będą w okamgnieniu w różne części świata. Zobaczą w ciemnościach najwspanialszą świetność. O niepojęty rodzaju ludzki, jakież szaleństwo tobą kierowało? Mówić będziesz ze zwierzętami wszelkich gatunków, a one z tobą w ludzkim języku. Ujrzysz, że spadasz z wielkich wysokości, nie ponosząc szwanku. Strumienie cię zmyją i uniosą ze swym wartkim prądem (…).

Przypuszcza się, że jedno ze zdań Leonarda brzmiało: „Będziesz obcował cieleśnie z własną matką i siostrami”. Dla porównania przytacza z bestiarium fragment o pożądliwości wielbłąda, który choćby „był stale ze swą matką i siostrami, nie tknie ich”. Sny o „wzlatywaniu ku niebu” i „mówieniu ze zwierzętami” mieszają się z fantazją o kazirodczych związkach z matką.

Leonardo da Vinci wallpaper

Podobne psychologiczne podteksty widać w najbardziej tajemniczym dziele Leonarda – Ledzie z łabędziem. Motyw zaczerpnięto ze starożytnej mitologii. Zeus albo Jupiter, zakochany w spartańskiej księżniczce Ledzie, przybiera postać łabędzia, a następnie ją zapładnia. Z ich związku wykluwają się dwie pary bliźniąt: Kastor i Polluks oraz Helena i Klitajmestra. Ptak, matka i na wpół ptasie dzieci, na pierwszym planie obrazu w zadziwiający sposób ponownie wprowadzają obserwatora w obręb fantazji o kani. Należy wspomnieć, że da Vinci planował ok. 1505 r. wypuścić w powietrze latającą machinę – „wielkiego ptaka” ze szczytu Monte Ceceri, gdzie słowo cecero w dialekcie florenckim oznacza „łabędzia”.

Sw. Anna Samotrzecia i Leda z Labedziem

Obraz Św. Anna Samotrzecia z Luwru dodaje kolejny przypadek do historii o kani. Dzieło pochodzi z ok. 1510 r., a jego pierwsza wersja z 1501 r. Tematem obrazu jest macierzyństwo. Św. Annę przedstawiono niemal jako rówieśnicę córki Marii, przez co obraz staje się odbiciem zawiłych relacji dzieciństwa małego Leonarda z trójcą: Cateriną, Albierą, Lucią – matką, macochą i babką. To odkrycie ucznia Freuda – Oskara Pfistera, wydaje się jednak bardziej zaskakujące, gdy w fałdach sukni lub szaty okrywającej Marię Pannę, wypatrzył w 1913 r. „ukrytego ptaka”, a tuż po obróceniu kompozycji na bok: „W niebieskiej materii owiniętej wokół bioder kobiety z przodu (Marii) i ciągnącej się w stronę jej podołka i prawego kolana widać niezwykle charakterystyczną głowę sępa, jego szyję oraz ostry łuk tam, gdzie zaczyna się tułów”. W zwoju materii opadającym do stopy Marii dostrzega on ptasie skrzydło, a w innym kawałku szaty, który „biegnie w górę i spoczywa na jej ramieniu i dziecku” – rozłożony ogon wraz z „rozchodzącymi się promieniście liniami, przypominającymi zarys piór”. „Dokładnie jak w fantazyjnym dziecięcym śnie” ogon „prowadzi do ust dziecka, czyli do samego Leonarda”.

TECHNIKI I MOTYWY MALARSKIE

Leonardo mielił farby przy pomocy wody, korzystając z owoców i płodów roli, roślin, kory, ziemi i minerałów. Uczniowie rozcierali je zazwyczaj tłuczkiem w moździerzu. W licznych projektach można też znaleźć szkice urządzenia do zmechanizowania tej czynności. Leonardo najczęściej używał farb olejnych z oleju z siemienia lnianego i orzecha włoskiego, eksperymentując z terpentynami, nasionami gorczycy itp. Notatka w Kodeksie Atlantyckim sugeruje, że Leonardo osobiście zajmował się tłoczeniem oleju z orzechów włoskich.

Innym zajęciem Leonarda było wyplatanie koszyków z witek wierzbowych, które było specjalnością regionu toskańskiego. Z wierzbą wiąże się nazwa Vinci. Za jego sławnego życia i później, często wykorzystywano grę słów opartą na zbieżności nazwy Vinci i łacińskiego vincere („zwyciężać”). W rzeczywistości nazwa ta pochodzi od włoskiego słowa vinco (łac. vincus) – wierzba.

Wzory węzłów kreślone na papierze mogły odtwarzać hipnotyzujące ruchy rąk matki, która –  uważa się za bardzo prawdopodobne – trudniła się wyplataniem koszyków z namoczonych witek wierzbowych. Te kunsztowne zawiłości i splątania widać w dekoracyjnych haftach na sukniach Mony Lisy i Damy z gronostajem, w splotach włosów, zawirowaniach wody i w przeplatającym się listowiu z fresków Sala delle Asse w Mediolanie. W ten sposób etymologiczne słowo Vinci, w typowy dla Leonarda sposób, prowadzi od militarnej agresywnej męskości vincere, którą symbolizuje zamek Castello Guidi w jego rodzinnym mieście, do ambiwalentnej, okrężnej formy przeplecionych vinci – fantazji, wizualnej zagadki, pytania na które nie znamy odpowiedzi.

Mona Lisa-Gioconda

ROZMOWY ZE ZWIERZĘTAMI

Człowiek ma wielką zdolność mowy, lecz to, co mówi, jest przeważnie fałszywe i próżne; zwierzęta małą, lecz to, co mówią, jest pożyteczne i prawdziwe. Rękopis paryski, MS, karta 96v

Leonardo kochał zwierzęta, dlatego do późnej starości pozostał wegetarianinem. Vasari pisze: Lubował się wielce we wszystkich zwierzętach, traktując je z nadzwyczajną miłością i cierpliwością. Gdy na przykład przechodził tam, gdzie handlowano ptakami, nieraz wyjmował je z klatek i zapłaciwszy cenę, jakiej żądał przekupień, wypuszczał je, przywracając utraconą wolność.

Szkice Leonarda da Vinci

Jeden z najbliższych towarzyszy Leonarda, ekscentryczny Tommaso Massini wyznawał podobne poglądy: „Nawet pchły by nie skrzywdził. Z wyboru odziewał się w płótno, by nie nosić na sobie nic martwego”.

Szkice Leonarda da Vinci1

Zwierzęta były nieodłączną częścią życia Leonarda. Bajki i przepowiednie ukazują wielką wrażliwość artysty na cierpienie żywych stworzeń, lecz jego szacunek dla nich jest wolny od czułostkowości. Miał „dziwną jaszczurkę”, przyniesioną przez papieskiego ogrodnika, którą trzymał w pudełku, żeby „przyprawiwszy jej z pomocą rtęciowej mieszanki” skrzydła, rogi i brodę, „śmiertelnie przerażać przyjaciół”. Nie ma pewności czy anegdota umiejscowiona w rzymskich latach Leonarda, kiedy przekroczył sześćdziesiątkę, nie była zmyślona.

Leonardo był także wybitnym znawcą koni. Przechowywany w Brown Collection w Newport, w stanie Rhode Island, najdroższy rysunek świata wielkości pocztówki sprzedano na aukcji u Christiego w lipcu 2001 r. za 12 mln dolarów – prawie milion dolarów za cal.

konie

Zadziwiająco przechodził od malowania do opisywania szczegółów anatomicznych zwierząt. Na stronicy rękopisu paryskiego F, notatnika z około 1508 r., znajduje się krótki tekst przypominający dowód i wniosek naukowy zatytułowany: „Dlaczego psy chętnie wąchają sobie tyłki”. Jak wyjaśnia Leonardo, psy ustalają w ten sposób, ile jest tam „esencji mięsa”: W odchodach zwierząt zawsze zostaje część esencji tego, co zjadły (…), a psy mają tak ostry węch, że potrafią nosem wychwycić esencję pozostałą w kale. Jeśli za pomocą węchu wyczują, że pies jest dobrze odżywiony, okazują mu szacunek, uznając, że ma potężnego, bogatego pana. Jeśli jednak nie wychwycą zapachu tej esencji (mięsa), uznając, że z takim psem nie trzeba się liczyć, bo jego pan jest biedny i niskiego stanu, mogą go pogryźć. Opinia ta balansuje między trafnością, a humorystyczną przesadą w kwestii konwenansów – psy istotnie zdobywają w ten sposób informacje węchowe.

manuskrypt paryski i studium proporcji glowy psa, studium psa

W krótkiej notatce z około 1494 r. odnajdujemy również zapis o kotach: „Jeżeli w nocy skierujesz wzrok pomiędzy światło a oko kota, przekonasz się, że jego oko zda się płonąć”. Przy bliższych oględzinach jednego z kotów w Windsorze okazuje się on być smokiem.

WIEJSKIE ŻYCIE

Z morału bajki mistrza wynika, że ci, który „wyrwą się z samotnego życia w kontemplacji, by zamieszkać w mieście”, pożałują tego. Notatniki Leonarda zawierają szczegółową wiedzę botaniczną, rysunki oraz uwagi o ponad stu gatunkach roślin i czterdziestu różnych drzewach. Wyprawy w teren i zdobywanie praktycznych doświadczeń malarskich są opisane jako pielgrzymka: trzeba „opuścić dom w mieście, zostawić rodzinę i przyjaciół i iść w pola, przez góry i doliny”, „wystawić się na słoneczną spiekę”. Zwyczaj ten nie był powszechną praktyką renesansowych artystów.

Leonardo uważał, że dusza nie doświadczyłaby w chłodzie i na miejscu, poprzez „okno” oka, inspirujących uroków wiejskiego krajobrazu: „Nie mogłaby [dusza] chłonąć wrażeń z miejsc świetlistych, nie mogłaby zobaczyć cienistych dolin”. Jednocześnie przestrzega, że inni nie pojmą pragnienia samotności: „Powiadam ci, będą cię mieć za szaleńca”. Pragnienie to uzasadniał poznawaniem kształtów „naturalnych przedmiotów”, badaniem ich, rozważaniem nad nimi. O naturze samotności pisał: „Kiedy jesteś samotny, należysz w pełni do siebie; kiedy masz choćby jednego towarzysza, należysz do siebie tylko w połowie”.

W Kodeksie Atlantyckim w krótkim tekście zatytułowanym: Vita del pictore filosofo ne paesi „Życie malarza-filozofa na wsi” wyjaśnia dlaczego malarz powinien „pozbyć się kompanów”: „Jego umysł musi zmieniać się w zależności od zmian przedmiotów, które pojawią się przed nim, musi też być wolny od wszelkich trosk.(…) Nade wszystko zaś winien być jak powierzchnia zwierciadła, przybierającego rozmaite barwy od przedmiotów przed nim umieszczanych”. Twierdzenie to brzmi jak definicja dziecięcej otwartości umysłu, którą stara się odtworzyć malarz – umysł wolny od trosk, czujne zmysły, mózg reagujący na wrażenia jak powierzchnia zwierciadła.

Siła pejzaży Leonarda bierze się po części z lirycznych wspomnień krajobrazów z dzieciństwa. Wyidealizowany obraz wokół Vinci powstał z punktu widzenia lotniarza, widoku z lotu ptaka, gdzie wyobraźnia wzbija się ponad ziemię: Ptak – „machina latająca”, „musi lecieć zawsze nad chmurami, żeby nie zamoczyć skrzydeł i ogarnąć większą połać ziemi”.

A sketch by Leonardo da Vinci of a Dragon attacking a Lion

EDUKACJA

Wszelka wiedza pochodzi z naszych zmysłów. Kodeks Trivulziów, karta 20v

Vasari w krótkich, poszlakowych uwagach przedstawia Leonarda jako błyskotliwego, nieprzewidywalnego ucznia: Biegle opanowałby podstawy, gdyby nie był tak zmienny i niestały. Zabierał się do nauki wielu przedmiotów, ale prawie od razu ją porzucał. W ciągu paru miesięcy tak wyuczył się arytmetyki i zrobił takie postępy, że zasypywał nauczyciela różnymi pytaniami i kwestiami, częstokroć okazując się od niego mądrzejszym. Wspomina, że Leonardo uczył się muzyki. Do historii przeszły słowa Leonarda, który nazwał siebie „człowiekiem bez wykształcenia”, ponieważ nie poznał języka nauki – łaciny. Ani w szkole ani w domu nie otrzymał wykształcenia otwierającego drogę na uniwersytet i studiowanie siedmiu „sztuk wyzwolonych”. Do pracowni Verrocchia trafił około 1466 r. By zdobyć fach, umiejętności praktycznych – a nie sprawności intelektualnej – nabywał w warsztacie prowadzonym po włosku. Do intensywnej i przyspieszonej nauki języka łacińskiego zabrał się później. Świadomość twórczą nabył oglądając rzeźby w marmurze i drewnie miejscowych kościołów.

Leonardowskie rysunki obrazują usidlenie bądź entropię – każdą siłę zniweczy jej przeciwieństwo, rozpadnie się wszystko, co się złoży w całość, a złoto znów stanie się błotem. Człowieka pnącego się w górę zawsze coś ściąga w dół, może to być ludzka zazdrość lub złośliwość, lecz najsilniej to, co sam w sobie nosi: zgubna, zawstydzająca, pochłaniająca energię słabość – „zainfekowana” seksualność.

W znacznej mierze leworęczny Leonardo był samoukiem, który słynął z używania pisma lustrzanego odbitego od pisma pisanego (od prawej do lewej strony), zarówno z silnej potrzeby tajemniczości , jak i ochrony swoich pomysłów oraz projektów przed kradzieżą. Odczytywanie jego rękopisów wymaga więc nie lada wysiłku. Nauczyciele z reguły skutecznie zwalczają tę naturalną skłonność u mańkuta, ale ponieważ nikt nie wywierał na Leonarda nacisku, właśnie taki sposób pisania utrwalił się u niego na dobre i na zawsze, rozwijając się i ewoluując z upływem lat – od kwiecistego, pełnego pętli stylu w manuskryptach z lat siedemdziesiątych XV w. do gęstego, oszczędnego czterdzieści lat później. Wczesny charakter pisma – kaligraficzne litery z zawijasami, mają „notarialny” styl. Teoretycznie pochodzenie z nieprawego łoża zagradzało chłopcu drogę do zawodu notariusza, mógł jedynie pomagać w kancelarii. Pismo Leonarda da Vinci stało się znakiem głębokiej niezależności umysłowej, która do dziś jest najważniejszym skarbem wyniesionym z dzieciństwa spędzonego na wsi.

HUMOR W PROROCTWACH

Humor proroctw Leonarda, podobnie jak wzrokowych zagadek rebusów, polega na prostych wyjaśnieniach i niewielkich zmianach znaczeń:

– ci, którzy „będą chodzić na drzewach”, to ludzie noszący chodaki; – ci, którzy będą „chodzić na skórach wielkich zwierząt”, to noszący trzewiki z wołowej skóry; – ci, którzy będą „poruszać się tak chyżo, jak najszybsze ze stworzeń, za przyczyną gwiazd”, to jeżdżący w ostrogach z bodźcem w kształcie gwiazdy; – „ciała”, które „urosną”, gdy odejmie się im głowę, a zmaleją, gdy głowa do nich powróci”, to poduszki.

Krótkie, często ekspresyjne, oparte na podwójnym „blefie” przepowiednie po rozwiązaniu zagadki utrwalają się w pamięci na dłużej:

– Wielu będzie zdzierać skórę z własnej matki i wywracać ją na nice. (Oracze) – Ludzie będą okrutnie bić to, co daje im życie. (Młocarze) – Powrócą czasy Herodowe, gdy odebrane piastunkom dziatki zginą od ciężkich ran zadanych przez okrutników. (Koźlęta); – Wiele bitych bezlitośnie małych dzieci wyrwanych będzie z ramion matek, rzuconych na ziemię i rozerwanych na kawałki. (Orzechy, oliwki itp.)

Leonardo lubił żarty i wiele z nich zapisał serwując dowcipy z kamienną twarzą i pod maską sztucznej powagi. Miał dar zabawiania słowem. Z jednej strony był małomówny, z drugiej rozśmieszał innych, co stanowiło ważny składnik jego życia. Niektóre z jego żartów – zwłaszcza antyklerykalne – są satyryczne, inne sprośne, w rubasznym stylu Chaucera. I nie przypadkiem najsłynniejszy obraz Leonarda nazywany jest we Włoszech La Gioconda – „Wesoła” czy wręcz „Figlarka”. Żarty są rozproszone po wszystkich notatnikach i rękopisach da Vinci. Oto kilka z nich:

– Pewien człowiek, powołując się na autorytet Pitagorasa, próbował dowieść, że żył już przedtem na tym świecie, drugi zaś nie chciał przyjąć tej argumentacji. „Byłem tu już, bo pamiętam, że ty byłeś młynarzem” – rzekł pierwszy. „Masz rację – odparł drugi, biorąc to za kpiny – teraz sobie przypominam: to ty byłeś tym osłem, który nosił dla mnie mąkę”. – Spytano malarza, dlaczego tworząc tak piękne postacie, które są wszak rzeczami martwymi, płodzi takie brzydkie dzieci. Na co odparł, że maluje w dzień, a dzieci robi nocą. – Pewna niewiasta prała bieliznę i miała nogi bardzo czerwone z zimna. Zdziwiony tym ksiądz, który tamtędy przechodził, spytał, skąd się bierze ta czerwoność, na co w mig odparła, że z ognia, który ma pod spodem. A wówczas ksiądz wziął w garść część siebie, czyniącą zeń bardziej kapłana niż mniszkę, przysunął się do kobiety i spytał bardzo grzecznie, czy pozwoli mu z łaski swojej zapalić świecę. – Jeśli Petrarka zakochał się tak szaleńczo w liściach laurowych, to dlatego, że tak dobrze smakują z kiełbasą i drozdami.

SCHYŁEK ŻYCIA

Kiedym myślał, że uczę się żyć, uczyłem się też umierać. Kodeks Atlantycki, karta 251 r-a

leonardo-anatomy

Vasari pisze o Leonardzie na łożu śmierci: „Czując, ze śmierć się zbliża, pilnie powrócił do nauk wiary katolickiej i prawd świętej religii chrześcijańskiej, a potem, gorzko żałując, spowiadał się ze skruchą, i choć już nie mógł wstać, podtrzymywany przez przyjaciół i sługi przyjął w łożu Najświętszy Sakrament”. Nie grzechu i piekielnego ognia się bał, lecz straszliwego brzemienia ostatniego etcetera i pustej, szarej kartki, na której zapisał to słowo – tego wszystkiego, czego nie dokończył. Zmarł 2 maja 1519 r. w wieku 67 lat. Gdy odnaleziono porozrzucane kości i czaszkę Leonarda z ruin kościoła, który ucierpiał podczas rewolucji francuskiej, poeta i leonardysta Arséne Hossaye opisał to słowami: „Jeszcze nigdy nie widzieliśmy głowy tak wspaniale ukształtowanej przez intelekt lub dla niego stworzonej. Przez trzy i pół stulecia śmierć nie zdołała odebrać wspaniałości majestatycznemu czerepowi”. Odkryte kości spoczywają obecnie w kaplicy św. Huberta.

Reklamy
By WALKIRIA

6 comments on “Leonardo da Vinci – Lot wyobraźni

  1. Alicjo, myślę że to praca nad sobą i nad sztuką wyobraźni, której hołdował. Warto odkrywać, rozwijać drzemiące w nas, nieraz głęboko ukryte talenty, a tym samym zdolności poznawcze naszego umysłu, czyli dociekać, tworzyć, dostarczając mu bodźców i weny do tzw. świadomego kreowania z zewnątrz, a wg Leonarda na świeżym powietrzu przez doznawanie uczucia nieskrępowanej wolności myślowej w otoczeniu zachwycającej oko przyrody. Delektowanie się otaczającym nas zewsząd pięknem pośród pagórków, wzgórz, wód, wspaniałych pejzaży cieszących duszę i ciało może uskrzydlić niejedną myśl 🙂 A orzeł sprawia wrażenie wolnego, dumnego, wyzwolonego ze wszystkich kajdanów – schematów myślowych, których tak często się w życiu trzymamy. Warto się z nich wyrywać próbując od czasu do czasu szybować w górze jak on 🙂 Choć myślą… Piękny ten ptak – kania ruda z jego snów, raczej na jawie, i dzieciństwa. Wkrótce i ten wicher w skrzydłach ty poczujesz, Alicjo, w uroczym, cudownym miejscu, w którym się znajdziesz 🙂

    Lubię to

    • Bylo warto Edytko, bylo warto :)) Bardzo lubie poznawac niezwyklych ludzi, a biografie sa moja pasja. Czasem zastanawiam sie, jak czesto ocieramy sie o niezwyklych ludzi, nie wiedzac o tym. Sa czesto niedostrzegalni posrod szarosci tego swiata. Ile w sobie maja pokory, aby ich niezwyklosc nie wyrozniala sie w tej szarosci. Spotkalam w swoim zyciu wiele kolorowych ludzi; mysle, ze oni zbyt wczesnie od nas odchodza.
      Edytko, poraz pierwszy pomyslalam o prawdziwej Wolnosci wtedy, gdy bylo najtrudniej zyc. Teraz pomyslalam, ze jutro o tym napisze na blogu. Zainspirowalas mnie do takiego felietoniku :))
      Przytulam Edytus, zycze slonka :))

      Lubię to

      • Wolność to ciekawy temat na rozprawę, bo tak różnie bywa interpretowana, więc czekam oczywiście na twój felietonik, z którym z chęcią się zapoznam 🙂 Tymczasem i ja napisałam co nieco na temat zabobonnych wierzeń w nieuchronność losu, a pod wpływem ostatnich rozważań na temat zachowań osób, które narzucają nadmiernie swój system wartości, hierarchii i wierzeń w coś co istnieje tylko w ich głowie lub w kieszeni. Czyli o kole fortuny napędzanym stale przez media. Wierzę w zupełnie co innego – pozytywne i negatywne myśli, które mają bezpośredni wpływ na nasze samopoczucie, życie i wszystko co robimy. Pozdrawiam serdecznie, Alicjo. P.s. Też ostatnio mam mocno napięty terminarz. Na weekend trochę relaksu, a potem miesiąc w rozjazdach i intensywny czas szkoleń, i to w pełnych promieniach słońca 🙂 Aż marzy mi się taki domek z twojego zdjęcia, z dala od tego codziennego gwaru…

        Lubię to

  2. Wpisalam komentarz o Einsteinie pod felietonikiem o Leonardo. To bylo niechcacy, bo oba felietoniki czytalam. Leonardo wyprzedzal swoje czasy conajmniej o caly wiek. Prawdziwy fenomen. Zazdroszcze takim ludziom. Ja sama czasami nie nadazam ;))
    Sle serdecznosci Edytko :))

    Lubię to

  3. Einstein w szkole nie byl geniuszem, lecz calkiem niezlym uczniem. Zawsze pod prad, zawsze podkreslajacy swoja Wolnosc w mysleniu i dzialaniu. Czasem zastanawiam sie nad tym, jak bardzo mi mnie sama przypomina ;))
    Pozdrawiam Edytko :))

    Lubię to

    • Na świadectwie maturalnym średnia 5,0. Całkiem nieźle jak na rozpowszechnioną niesłusznie i zbyt pochopnie opinię problemowego ucznia. Czytałam, że wbrew temu co się ogólnie sądzi i pisze, osiągał właśnie niezłe wyniki w nauce. Na taką, a nie inną opinię zapracowali nadmiernie troszczący się o niego dziadkowie. Nie zachowywał się zgodnie z ich wolą, więc martwili się że wnuczek jest opóźniony nawet w rozwoju, co dziś wydaje się śmieszne i niewiarygodne. Na pewno przez głowę nie przeszła im myśl, że będzie tak wielkim geniuszem. Czas pokazał, że byli stanowczo przewrażliwieni. Stare pokolenie z młodym ciężko nie raz pogodzić. A wszystko przez to, że zaczął wymawiać pierwsze słowa w wieku 2 lat, a nie wcześniej, oraz przez spokój ducha, rozwagę i zastanawianie się w milczeniu nad każdym zagadnieniem 🙂

      Pozdrawiam i dziękuję za ciekawy wpis. P.s. Leonardo da Vinci również był wolnym myślicielem. Jako dziecko upierał się w szkole przy pozostaniu leworęcznym, na co w końcu pozwolili mu nauczyciele, a co starano się we współczesnych mu czasach skutecznie nie tyle korygować, co tępić. Musiał być bardzo uparty. Wygląda na to, że „osły” osiągają w życiu więcej 🙂

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s